Całe zdarzenie miało miejsce, kiedy w zeszłe wakacje byłam na wsi u mojej cioci. Jak co roku pomagałam jej w prowadzeniu gospodarstwa i wykonywaniu rozmaitych prac. Pamiętam, że tamtego dnia robiłam coś na podwórku, a ciocia była zajęta sprzątaniem w domu. Zwykle około godziny trzynastej, wychodziła na podwórko, ażeby zawołać mnie na obiad, zatem zdziwiło mnie lekko dlaczego tym razem tego nie zrobiła. Szybko natomiast o tym zapomniałam i wróciłam do swoich zajęć. Do domu weszłam dopiero po dobrej godzinie i to co zobaczyłam sprawiło, że zaniemówiłam. Ciocia leżała na podłodze w pokoju, a jej prawa noga była mocno spuchnięta i sterczała pod dziwnym kontem. Teraz, może to faktycznie brzmi jak scenariusz filmowy, ale wtedy zupełnie nie wiedziałam co powinnam zrobić.



Natychmiast złapałam za telefon i zadzwoniłam po pogotowie. Karetka przyjechała bardzo szybko i moja ciocia została zabrana do najbliższego szpitala.
Okazało się, że wieszając firankę spadła z drabiny i roztrzaskała sobie kość piszczelową. Kiedy dotarłam do szpitala trwała już operacja, podczas której chirurdzy starali się poskładać jej kość w spójną ogół. W przyszłości dowiedziałam się, że kość była złamana w trzech miejscach. Po operacji ciocia musiała pozostać w szpitalu kilkanaście, dni więc to na mnie spadł obowiązek zajmowania sie całym jej gospodarstwem. Modliłam się wyłącznie o to, by ciocia jak najszybciej odzyskała sprawność, gdyż ja po wakacjach musiałam wracać do pracy (jestem nauczycielką). Dzień w dzień odwiedzałam krewną w szpitalu, przynosząc owoce i inne przekąski. Ona całymi dniami mogła jedynie leżeć na szpitalnym łóżku z usztywnioną prawą nogą. Cała ta sytuacja ewidentnie odbiła się na psychice mojej cioci. W tej chwili żałowała, że w ogóle zaczęła tamtego dnia sprzątać dom. Wobec tego razem z moim bratem stale staraliśmy się wspierać ciocię psychicznie, gdyż ona z taką sytuacją spotkała się po raz 1-szy w swoim życiu. W pełni rozumiałam to, że ta cała sytuacja jest dla niej faktycznie niezwykle trudna.
Po dwóch tygodniach ciocia została wypisana ze szpitala i mogła wrócić do domu. Wciąż miała usztywnioną nogę, więc musiałam się nią opiekować. De fakto ciężko było mi wtedy pogodzić to z jednoczesnym prowadzeniem gospodarstwa. Niestety, kuracja mojej cioci trwała dłużej niż dwa miesiące, zatem prędzej czy później do tych obowiązków doszła mi jeszcze praca. Prawdopodobnie jeszcze nigdy w życiu nie miałam tylu spraw na głowie. Ale co mogłam zrobić? Pozostawało wyłącznie nadal wspierać ciocię i cierpliwie czekać, aż całkowicie wydobrzeje. Nie mogłam przecież zaprzestać opieki nad bliską mi osobą. Musiałam jednak jakoś sobie pomóc. Poprosiłam zatem o pomoc mojego brata który mieszka w Gdańsku. Ten natychmiast się zgodził.
Prędzej czy później gips został zdjęty z nogi cioci, i możliwe stało się rozpoczęcie przez nią fizjoterapii. Na szczęście tutaj pomógł mi mój rat, który codziennie woził ciocię do kliniki,w której przeprowadzana była rehabilitacja. Zabiegi na szczęście dawały szybkie i proste do zauważenia efekty. Ciocia szybko nauczyła się poruszać o kulach, a w przyszłości je odrzuciła i stawiała pierwsze kroki o własnych siłach. Razem z bratem odetchnęliśmy z wielką ulgą. Dzięki dobrej pracy wykonywanej przez fizjoterapeutę, wkrótce ciocia nie potrzebowała już naszej pomocy, gdyż była w stanie dojeżdżać do kliniki sama. Zaczęła także wykonywać lżejsze prace w gospodarstwie. Terapia wciąż trwała, a ciocia z każdym zabiegiem czuła się coraz nie gorzej i odzyskiwała dawną jakość życia. Nie musiała już jeździć autobusem, gdyż ponownie była w stanie prowadzić swój samochód. Dzięki temu, ja praktycznie w pełni odzyskałam już swoje dawne życie, gdyż ciocia prawie że całkowicie radziła sobie już sama. Brat pomagał jej wyłącznie w najcięższych obowiązkach związanych z prowadzeniem gospodarstwa, a tych też było mniej, gdyż zbliżała się już zima.
Dzięki dobrze przeprowadzonej rehabilitacji, moja krewna mogła całkowicie odzyskać sprawność fizyczną po złamaniu nogi. W tej chwili, może robić wszystko to, co mogła robić przed odniesieniem kontuzji. Myślę, że z całej sytuacji wyszła również wzmocniona psychicznie, gdyż w tej chwili o sporo bardziej wieży we swoje siły i czuje się bardziej niezależna niż kiedyś.
Zobacz: https://www.polecanyfizjoterapeuta.pl/profil/gdansk-pawel-michalowicz/fizjoterapeuta.

0 komentarze:

Prześlij komentarz